czwartek, 19 czerwca 2014

O twórczości miłości rodzicielskiej...



Może niejeden nazwałby to ignorancją, niedbalstwem, prostactwem albo jeszcze innym niechlubnym epitetem...
...a dla mnie oprócz serdecznego rozbawienia, to jest niezamazany obraz miłości rodzicielskiej...
W poniedziałkowy poranek mijałam naszego malarza, jak zwykle w maseczce chirurgicznej, czapeczce z daszkiem, który zamiast zdzierać farbę z bramy, coś pisał na kawałku kartonu i z dumą wskazując na uczennicę naszej szkoły, przedstawił mi ją mówiąc:
-To moja córka...
Niedługo trwało, żebym przekonała się co było dziełem powstającym na kartonie...
Był to akt urodzenia córki, bo takowy jest wymagany przed przystąpienia do egzaminów kończących edukację w szkole podstawowej...
Czyż on nie jest cenniejszy i bardziej wiarygodny niż niejeden akt z urzędu na papierze z wodnymi znakami i znaczkami skarbowymi???
Tak kochać potrafią tylko Rodzice...