sobota, 17 września 2011

ARCHIWUM FRANCUSKIE;-)


15 lipca- o podróży samolotem można by pisać...wcale się nie denerwowałam, ale przyjemnie było tylko do momentu jak zaczęły się turbulencje, bo z tego co obsługa mówiła to wlecieliśmy w taką strefę powietrzną, oprócz tego było cudownie, ale po pasażerach dla których nie był to pierwszy lot, wnioskuję, że zawsze się w “tą strefę” nie wlatuje...ale spoko tylko toalety były wtedy nieczynne;-)a wtedy właśnie myślę że niejednemu były najbardziej potrzebne...;-)
...usiadłam sobie w połowie samolotu tak, że przez moje okno widać było skrzydła, mam cudowne zdjęcia ( jak wiadomo, żeby nie zaburzać pracy maszyn wszystkie urządzenia elektroniczne muszą w samolocie być wyłączone, ale przecież nie nagrywałam lotu tylko kilka fotek pstryknęłam i tak się ograniczyłam)...
Na lotnisku było super, nie wylądowałam na tym największym w Paryżu, tylko 77 km albo mil jeszcze nie obczaiłam w czym tu mierzą;-)w miejscowości na E...ale bardzo długa nazwa i jej nie pamiętam, później dzielnie odebrałam walizkę, z takiej taśmy, chyba jechały według wagi bo moja była pod sam koniec;-)- kurczaczki, czuję się jakbym pamiętnik pisała...;-)jak dziewczynka z podstawówki;-)kupiłam bilet do Port Milleut (czyta się port maju;-))i tam super pan kierowca zawiózł nas, nikt się nie denerwował długimi kolejkami do kasy, później drugą długą kolejką do autobusów i wszyscy uczciwie mieli bilet, a pan kierowca jak tylko mocniej zahamował mówił “pardą”, Francuzi, albo inaczej mieszkańcy francji wszelkiej maści są przegrzeczni i przekulturalni, pewnie nawet jakby cię mieli “opieprzyć” to przed byłoby madam, a po si wu ple(piszę fonetycznie dla jeszcze mniej wtajemniczonych ode mnie, wierzę że tacy istnieją)-wracając do Port Maju, to jest w Paryżu taki dworzec na którym jest wszystko: metra(bo jest kilka linii), autobusy i co tam kto chce jeszcze... tam czekał na mnie Żak- taki Pan Polskiego pochodzenia- ma 70 lat I pracuje w sekretariacie misyjnym księży Pallotynów, ma żonę Polkę z Tarnowa i córkę, która jest psychologiem i logopedą i ma 47 lat;-) I jeszcze kilka rzeczy o Nim wiem, ale do charakterystyki dodam, że wygląda jak Dziadek Mróz- tak żeby nie było że ze wschodnimi sąsiadami więzi zrywam;-),co mnie od razu zauroczyło we Francji to to, że tu można być “społecznikiem” i państwo to finansuje, np. Córka Żaka pracuje w takim Stowarzyszeniu z dziećmi upośledzonymi i ma normalnie państwową pensję, a status wolontariusza- dla mnie rewelacja,...poszliśmy wyrobić mi kartę miejską, jest ważna 10 lat w Paryżu tzn; chyba we Francji....i pojechaliśmy do szkoły, w której od poniedziałku zaczynam lekcje... To jest jedna z porządniejszych szkół jakie istnieją, bo lekcje zaczynają się o 14 i trwają do 17 ( albo się na mnie poznali, że jestem włóczykij i do takiej klasy mnie zapisali;-))...
 

środa, 14 września 2011

Z Francji

...ok...więc już wiem, "komentarz", który jest poniżej podpisany "gosia" to jest mój wpis...poprostu uczę się obsługi bloga i czasem...tak to właśnie wychodzi;-) ale potwierdzam, co napisałam;-)