czwartek, 19 czerwca 2014

O twórczości miłości rodzicielskiej...



Może niejeden nazwałby to ignorancją, niedbalstwem, prostactwem albo jeszcze innym niechlubnym epitetem...
...a dla mnie oprócz serdecznego rozbawienia, to jest niezamazany obraz miłości rodzicielskiej...
W poniedziałkowy poranek mijałam naszego malarza, jak zwykle w maseczce chirurgicznej, czapeczce z daszkiem, który zamiast zdzierać farbę z bramy, coś pisał na kawałku kartonu i z dumą wskazując na uczennicę naszej szkoły, przedstawił mi ją mówiąc:
-To moja córka...
Niedługo trwało, żebym przekonała się co było dziełem powstającym na kartonie...
Był to akt urodzenia córki, bo takowy jest wymagany przed przystąpienia do egzaminów kończących edukację w szkole podstawowej...
Czyż on nie jest cenniejszy i bardziej wiarygodny niż niejeden akt z urzędu na papierze z wodnymi znakami i znaczkami skarbowymi???
Tak kochać potrafią tylko Rodzice...

środa, 12 marca 2014

ZDJĘCIA NIEWYWOŁANE




Są takie sytuacje i takie miejsca, gdzie jeśli nawet ma się aparat pod ręką, to i  tak serce widzi więcej niż piksele, czy klisza zdołają uchwycić... I to właśnie te momenty, choć nigdy nie wywołane, zostają zapisane na zawsze...
                Aparat miałam pod ręką całą drogę, poniekąd dlatego, żeby go nie stracić, a po trosze dlatego, że spodziewałam się tego, że to co zobaczę po drodze do Bouar, będzie warte uwiecznienia... Ale nie skorzystałam z okazji, bo część z tych widoków chyba każdy chciałby jak najszybciej zapomnieć, a druga  część jest jak misterium, sacrum, które piksele tylko zbezczeszczą...
                Postaram się ująć, je w "Słowa", bo przecież u początku wszystkiego było SŁOWO...
                Konwuj ciężarówek, ochraniany przez żołnierzy MISCA został zatrzymany w Yaloke, tam też francuskie oddziały ochraniały sporą grupę Muzułamnów, którzy potem zostali rozmieszczeni w konenerach, które przewoziły samochody i inny towar do sąsiedniego Camerunu, Ich nowej ziemi egipskiej. Wśród ludzi, którzy przyglądali się załadunkowi, byli Ich Sąsiedzi, z którymi do tej pory dzieli swoje codzienne radości i smutki... Bliscy, którzy w jednym momencie, jak za sprawą złego zaklęcia stali się dalecy i nie wiedomo, jak daleko sięga to spojrzenie nienawiści... Na poboczu były hałdy niedopalonych rzeczy, które były własnością Muzułmanów, ogień nienawiści, nie zdołał strawić ich do końca... Pomiędzy butami nie do pary, strzępami ubrań, plastykowych pojemników, leżały kartki Koranu, Słowa Boga dotykające ziemi, na której żyły Jego dzieci, podeptane, zagłuszane krzykiem złości... Podniosłam jedną kartkę i choć nie rozumiem ani jednego Słowa, które  jest na niej zapisane, wierzę, każdemu z tych Słów, bo wypowiedział Je Nasz Bóg...
                Noc w kontenerze, może być najpiękniejszą nocą w życiu, pomimo iż żadna z gwiazd tej nocy nie świeciła jasno... mimo tysiąca ludzi tak samo wystraszonych i śpiących na tej samej zimnej, zakurzonej podłodze kontenera... to nie jest miejsce w którym można odpocząć, nabrać nowych sił do walki, odbudować nadzieję potrzebną do  życia... ale jest to miejsce w którym możesz spotkać Boga i w którym On sam jeden wystarczy... Rano jeszcze przed wschodem słońca nie znając rozkazów wojskowych dotyczących trasy, usiadłam z brewiarzem i odmawiałam jutrznię na przeciw 3 modlących się Muzułmanów, a Pan przechodził w lekkim powiewie wiatru, a Jego Duch unosił się nad ziemią, w którą w ostatnim czasie wsiąkło tyle kropli krwi i łez...
                Wiem już dlaczego inspiracją dla tak wielu poetów były zgliszcza powojenne... Moje serce jest smutne, moja Afryka, która do tej pory rozbrzmiewała śmiechem dzieci, gwarem rynku,rytmami tamtamów i trzaskiem drzewa z ognisk,  umilkła... niesłychać już nawet wołania o pomoc i nawet płacz umilkł... Serce, które bije coraz ciszej... A po drodze mija się miejsca, w kórych  już wypalali trawy, takie  normalne pogorzeliska w porze suchej, a zaraz obok, kilka kroków dalej pogorzelisko po wiosce, bo byli ludzie, którzy pozwolili na to by  w ich sercach też zapanowała  pora sucha, ale nie taka w której brakuje deszczu,,, tylko taka  w której brakuje miłości... Gdy w sercu jest wojna, nawet wypalane trawy pachną inaczej, a ptaki  nie mają siły uciekać przed ogniem...

czwartek, 13 czerwca 2013

Tuż za rogiem

W poniedziałek byłam w Pucku, dopinać na przysłowiowy "ostatni guzik" wszystkie sprawy związane z czwartkową animacją misyjną i aukcją prac dzieci z Afryki. Gdy przechodziłam obok Liceum, w którym 11 lat temu zdawałam maturę, podszedł do mnie chłopiec, miał pewnie około 10 lat, przywitał się grzecznie i zaczął iść krok w krok ze mną. Przemierzyliśmy wspólnie kilka metrów, po czym mój Towarzysz ośmielił się i zapytał:
-Lubi Pani ciastka?
Nad odpowiedzią nie myślałam zbyt długo, bo zdecydowanie lubię, ale przemknęła mi przez głowę jedna myśl, czy aż tak bardzo przytyłam, żeby obce dzieci zaczepiały mnie na ulicy takim pytaniem...?? Sprawa wyjaśniła się po kolejnych kilku krokach. Mój nowy Znajomy powiedział nieśmiało:
-Ja też lubię, ale nie mam 4 złote...
Po tych słowach spochmurniał... Niezwłocznie zapytałam:
-A jakie jest twoje ulubione ciastko?
-Szarlotka!
Powiedział z błyskiem w oku. Przeszliśmy na drugą stronę ulicy, nie dochodząc nawet do pasów, weszłam do cukierni i kupiłam szarlotkę. Mój Kolega czekał przed cukiernią, pewnie wstydził się wejść do środka. Gdy wróciłam z ciastkiem, Chłopiec szybko wyciągnął po nie rękę i powiedział:
-Właśnie takie lubię najbardziej...
I rozstaliśmy się, oboje z rozgrzanymi sercami i uśmiechem na ustach.
Rozejrzyjcie się wokoło, może przechodzicie obok Kogoś, kto też lubi ciastka!
 

niedziela, 2 czerwca 2013

"WYSTARCZY BYŚ BYŁ, NIC WIĘCEJ..."


 
Przed Świętami Bożego Narodzenia, w ramach inkulturacji, poszłam do jednego z domów, do zaprzyjaźnionej rodziny, aby dziewczynki zrobiły mi warkoczyki… uczesanie takiej fryzury, trwa ok. 3 godzin, ale po jakimś czasie zauważyłam, że moja fryzjerka zwolniła tempo, więc spytałam czy już ją bolą ręce, odpowiedź była przecząca, ale czesanie szło coraz wolniej, raz, drugi zapytałam i czekałam na rozwój sytuacji… po pewnym czasie jedna z dziewczynek, a w tym domu mieszka łącznie 25 osób- taka wielopokoleniowa rodzina, powiedziała bo jak Cię skończymy czesać to już pójdziesz do domu, a jak będziemy cię czesały wolno, to dłużej będziesz z nami… Niesamowite jest to, jak przy ich wielu brakach, niedostatkach i tak najbardziej liczy się obecność i bliskość drugiego człowieka… To była też sytuacja, która pokazała mi, żeby dzielić z nimi ich codzienność, po prostu być… ale też pokazało, że to nasze bycie musi być wymowne na tyle, żeby budziło tęsknotę za Jezusem…
 

sobota, 1 czerwca 2013

ANIOŁ Z POŁAMANYMI SKRZYDŁAMI


Każdy jest aniołem, czasem z połamanymi skrzydłami…
… i tak lata gdzie mu się podoba, swoją drogą, i w jakim tempie i na jakiej wysokości chce  i dopiero jak się któreś skrzydło, przez ten swój egoizm złamie,
to ląduje w ramionach Bożych, bo przecież trzeba w gips miłosierdzia skrzydło włożyć… ….czasem jest aniołem gotowym do lotu, ale jedno skrzydło jest uwiązane niteczką, do tego co ziemskie…
Zastanawiałeś się kiedyś-  Dlaczego Anioły mają połamane skrzydła???
Odpowiedzi udzielił mi dzisiaj jeden chłopiec, który przychodzi do nas, do domu co sobotę….
Ostatnio trochę narozrabiał, nakłamał, po prostu połamał sobie skrzydła….
I tak, żeby przemyślał, postanowił sobie coś i zaczął realizować, przestałam zwracać na Niego uwagę, skuteczna metoda i dla Niego i dla mnie, żebyśmy nauczyli się kochać bardziej….
Ale dziś, gdy mnie obserwował, jak mówiłam brewiarz, spojrzałam na Niego, a On z radością wykrzyknął:
-Zauważyła mnie!
 
Wniosek: Anioły łamią sobie skrzydła, bo nikt Ich nie zauważa!!!
Nie pozwólmy, by nasze Anioły latały z połamanymi skrzydłami!
 
 

niedziela, 26 maja 2013

MAMA

Jezus przyszedł na świat jako Dziecko- Dziecko, które najbardziej potrzebuje Matki… Jezu przemień mnie w Siebie, przemień mnie w dziecko, daj mi będąc misjonarką- być matką każdego, kogo stawiasz na mojej drodze, do kogo mnie posyłasz, jednocześnie być dzieckiem, które Matki potrzebuje, potrzebuje Maryi, Maryi- Pierwszej Misjonarki, która niosła Ciebie już w Swoim łonie, niosła Ciebie z pośpiechem do Elżbiety, niosła Ciebie przez góry, przez przeciwności, niosła Ciebie ufając Bogu… Matką na wzór Maryi pod krzyżem… „Niewiasto oto syn Twój… oto Matka Twoja”… Misjonarka uczy się macierzyństwa w szkole Maryi. Na pewno łatwiej jest być przyjacielem, siostrą, nauczycielem ale być Matką…

Chować wiernie wszystkie te sprawy w swoim sercu, sercu, które przeszywa miecz boleści, sercu, które niejednokrotnie szuka z bólem i zadaje pytanie: „czemuś nam to uczynił”…. Chować sprawy tych najmniejszych, najsłabszych, najbiedniejszych, być Matką nadziei, Matką Dobrej Rady, Przyczyną Radości…. W RCA do kobiet mówi się „Mama”, nawet jeśli fizycznie nie jest ona twoją mamą. I póki mówią tak dzieci przy parafii, młodzież na spotkaniu w pajocie, to nie brzmi aż tak mocno, ale gdy mówi tak do ciebie starsza, schorowana kobieta, która sama urodziła i wychowała niejedno dziecko, to czuje się ciężar i łaskę tej „wielkiej rzeczy, którą uczynił mi Wszechmocny, którego Imię jest Święte”. Matka, która jest Pokorną Służebnicą, Matka musi być tak delikatna i czysta by nie zbrudzić i nie pokruszyć Tego, który pozostał pod postacią Chleba, w Hostii na ołtarzach świata. Tak otwarta na Słowo Ducha, by być gotową odpowiedzieć <<TAK>>, by Bóg mógł w Niej zamieszkać, by przyjmując Ciało z Jej Ciała, przemieniał Ją w Siebie. Misjonarka, Matka musi być Miłością.

 

sobota, 25 maja 2013

Tak powinna zaczynać dzień każda kobieta!

W czwartek, około 9:00, rozległo się szczekanie Krawatki, które przeważnie zwiastuje przybycie kogoś, choć nie zawsze człowieka, czasem węża, skorpiona, albo innego czworonoga.
Tym razem jednak byli to moi uczniowie. Od jakiegoś czasu trochę niedomagam i nadrabiam domowe zaległości. Junior, Lionel, Leger, Wiliam i Darcise przyszli mi powiedzieć po prostu:
"Dzień dobry! Jesteś piękna!"
I to wszystko!
Nie chcieli wody, ciasteczek, lizaków, nawet piłki....
Przyszli powiedzieć mi, że jestem piękna!
Właśnie tak każda kobieta powinna zaczynać dzień!
"Jesteśmy piękni Twoim pięknem Panie!"